SZKOŁA UTOPII

Teatr Łaźnia Nowa, Kraków, 6.II.2017-30.VI.2018

Szkoła Utopii Marka i Marcina Chlandy. Opuszczony budynek szkoły Technikum Elektrycznego na osiedlu Szkolnym w Nowej Hucie. 700 m2, 450 dni 

Recenzja Wiktorii z klasy VII LO: Porównałam wystawę do mózgu całego budynku. Do miejsca, w którym wszystko się odbywa, wszystko ożywa. Które ciężko jest poznać i odkryć, patrząc na Szkołę z zewnątrz. Pomyślałam też, że podobnie wygląda to z człowiekiem: żeby kogoś poznać, musimy zajrzeć do środka. Oprócz tego poczułam się wśród wystawy jak obca, która nie zdaje sobie sprawy z rzeczywistości. Jakby cały otaczający mnie świat był tylko maską dla tego właściwego, w głębi każdego umysłu.

Szkoła Utopii, to rodzaj specyficznego bytu. Styl pracy w Szkole zdradza zarówno coś z laboratoryjnego site-specific jak i dopracowanego Gesmatkunstwerku. Coś, co łączy w sobie zarówno parateatralną ekspresję, wizualność scenografii, choreograficzne wyczucie ciała i strukturę dramatu. 

To przede wszystkim proces. Rozłożony w czasie. Rozgrywający się niemal w zwolnionym tempie. Mrówczy i żmudny. Miętolony i wywracany na wszelkie możliwe strony. Prace trwały ponad rok. W tym czasie szkoła zmieniała się, rozrastała się, mutowała, żyła własnym życiem. (…) 

Mój sposób pracy polega na długotrwałych procesach (…) 

pracownia gimnastyczno-choreograficzna

W pracy nad Szkołą zasadniczą rolę odgrywa motoryka ciała w tej określonej przestrzeni. Kontakt somatyczny ze skalą sal, ich kolorami, zapachami, z pozostałością urządzeń elektrycznych.
 
Bardzo to przypomina znaną z choreografii improwizację kontaktową (contact improvisation – termin Steva Paxtona) choć przeniesioną na nieco inny grunt. Gdy Paxton mówi, iż możemy coś robić, nie „wiedząc” o tym, wskazuje tym samym na pozorną nieuchwytność tego, co wiedzie naszymi działaniami, co jest i społeczne i hormonalne, intymne i prywatne, polityczne, fizyczne i geometryczne. W pracy nad Szkołą wszystkie te czynniki o wiele lepiej „tłumaczą” to, co i jak, i gdzie się pojawiło niż jakiekolwiek estetyczno/wizualne względy. Inaczej mówiąc, kompozycja rzeczy w tej Szkole to wynik zarówno oddziaływania tego konkretnego, materialnego miejsca na autora, jak i autora odmieniającego to miejsce.
Previous
Next
Previous
Next
Previous
Next
Wygląd pracowni choreograficzno/gimnastycznej zmieniał się niemal codziennie. To, co w niej organiczne (setki, tysiące worków plastikowych, z zasady całkiem nieorganicznych) nadało „cielesności” konstrukcjom z drutu pięciożyłowego, niby plastycznym a jednak mocno opornym. Ale dopiero buty nadały workom i drutom postać quasi ciał, które mogły (jako tako) tańczyć oraz oddawać się gimnastyce. Syzyfić i prorokować.
Ludzie wymyślili worek plastikowy, przedmiot o jednej funkcji, poza nią całkiem amorficzny, praktycznie zbyteczny. Łatwy w klonowaniu ale niebanalny w sensie nieśmiertelności. Chyba mogę założyć, iż wszystkie worki świata przeżyją mnie i kolejne pokolenia po mnie. Szanse na samodzielną ewolucję worków, od obecnej postaci aż po worki inteligentne, są mizerne lecz suma sumarum społeczność worków plastikowych już teraz posiada ogromną siłę.
Previous
Next
korytarz

To w istocie choreografia obiektów ale i konstruowanych sytuacji rzeźbiarskich, trwałych choć materiałowo ulotnych, Jej figuracja (rzeźbiarska) snuje się po całym korytarzu. Następstwo nieprzewidywalności działań, gdy pracuje się in situ.

pracownia historii i religii

Setki much i biedronek, które zobaczyłem w szkole, jeszcze pustej. Nic tam nie było, tylko one. Od nich zacząłem: od portretu muchy jako dyrektora szkoły, później od dwóch much jako świadków początku rzeki Wisły… nauczycielki historii.

(…) Szkoła, wszelka szkoła określa ramy tego, co wolno nam uznać za zrozumiałe a co nie. Pięknie. Jednocześnie obserwujemy, iż można żyć i NIE WIEDZIEĆ oraz NIE ROZUMIEĆ, nic nie tracąc z jakości życia. To jednak wersja niekanoniczna, nawet nie apokryf. Jako nauczyciel przyjmij wersję standardową: zasady programowe, przedmioty w szkole to czarne skrzynki. Masz nauczać (siebie ?) sposobów, metod, trików rozkminiania skrzynek. Chodzi o ciągłą akrobatykę. No i o nieustanny przeciąg interpretacyjny.

(…) Wisła naszą matką a gdzie ojciec ? Cóż, ojciec się rospojtrórzył, poszedł do baru i wszedł w kontakt z piorunami a później wstąpił w sufit. 

Tu mogłyby odbywać się lekcje. 

Z enigmatycznych gestów przedstawionych na starych gazetach da się pojąć, czym jest bijące tętno historii. Pomniki pomnikami, kichnięcia też się liczą.

(…) Twórczy aspekt praktyk artystycznych nie zależy od pracy ukierunkowanej na dzieło. Dzieła, owszem, powstają ale raczej jako znaki orientacyjne, jako naoczny sprawdzian jakości tych praktyk, jakości procesu.

W tym sensie traktuję sztukę jako środek, wehikuł a nie jako cel.

Słowo „sztuka” wiąże się etymologicznie z pojęciem „sztuczność”, dotyczącym form i struktur, od których uzależniona jest praca artystyczna. Dobrą stroną tej etymologii może być jej „otrzeźwiający” rys – nie przejmuj się, to tylko sztuka.

Jednak, gdy myślimy o pracy artystycznej jako wehikule, „trzeźwą sztuczność” można pojmować głębiej : jako swoisty zakład, jako grę, która może nas oswobodzić z gorsetu uwarunkowań myślowych i procesualnych, choćby na chwilę.

sala przyrody

(…) Z nadużywanym pojęciem „projektu” Szkołę niewiele łączy, w zasadzie niemal wszystko ją od tego pojęcia dzieli. Gdybym jednak powiedział tak: mamy tu wyraźnie zarysowaną sytuację to, będąc przede wszystkim rysownikiem, od razu mamy odniesienie do „disegno interno” i „disegno externo” czyli do źródłowo pojmowanego rysowania/projektowania. Nieco starego, renesansowego.

stołówka

(…) Pracuję nad odwarunkowaniem. W szkole to nauczyciel decyduje, co będzie zrozumiałe, odrzuca lub tropi interpretacje, tropi bełkot. Ale przecież, aby problematyka była łatwo przyswajalna, nie może być zaprezentowana w całkiem nowy sposób. Derrida mówi o rzeczach znanych od początku świata, ale w taki sposób, że wyłania się z tego zupełnie nowe myślenie o pięknie, dobru, wierze… O Cezannie. Dla jednych to niezrozumiałe, bo wychodzi poza format, bo nie dają sobie czasu. Ja sam często czytam teksty bez zrozumienia, nie znaczy to wcale, że nie zaprzyjaźniam się z autorem.

gabinet dyrektora

(…) Bez widowni, na opuszczonych 700 m2. Możesz wszystko, masz prawo być głupi, masz obowiązek udawania mądrego. To jest szkoła w szkole, czynna szkoła w nieczynnej szkole. Nie chrzań się z artystyką, działaj. Możesz nabazgrać w kiblu „niech się grzmocą boską mocą” a na ścianie Sali religijno/historycznej pięknie napisać „Lux veritatis”. Lub na odwrót.
(…) Pracuję, działam i żyję bez jakiejś szczególnej identyfikacji: tyle samo ja co nie-ja. Nie martwi mnie, iż nie wiem tak do końca, kim jestem. Owszem, sporo rozpoznaję przez efekty swoich działań a nawet czasami te efekty adoruję . Ale się nimi nie przejmuję. Jednak jako występujący na arenie sztuk wizualnych od 40-tu lat, nadal nie wiem, co w tej robocie jest sprawą ucznia, a co nauczyciela. Generalnie. W szkole to widać wyraźnie; psikusy ucznia wobec dyrektyw nauczyciela… Są tu rzeczy realizowane na bazie specyficznych i unikalnych umiejętności, choćby rysunkowych i pociągnięcia chuligana, takie na pięć minut. Czyż nie będzie już tak zawsze, że nauczyciel, pomimo wspaniałych deklaracji, będzie miał w nosie ucznia, a uczeń będzie miał w nosie nauczyciela? Moim przywilejem starego jest jakby zrównoważone olewanie ucznia i nauczyciela w sobie jak i uważne przyglądanie się jednemu i drugiemu, których nosi i unosi moje ciało! Tak czy owak, w tym ciele, pod etykietą marka chlandy, jest spore kłębowisko bardzo różnych postaci.

gabinet Ducha Szkoły

Nie bój się braku koherencji, logiki. Szukaj przyjemności w zwodzeniu siebie jako ucznia przez siebie jako nauczyciela i na odwrót. Tak czy owak, walczysz z entropią, jesteś staro/młody.

kibel

(…) Teraz inny wątek dotyczący testowania Szkoły. Otóż ontologia zaproponowana przez Bruno Latoura może być „lustrem” przystawionym Szkole. Choć może i ciekawsze byłoby testowanie tej ontologii Szkołą, sprawdzanie koncepcji francuskiego myśliciela w praktyce, choćby z ciekawości. (…) Jego propozycja ontologiczna zawiera się w kilku kardynalnych „pomysłach”. Świat składa się z aktorów/aktantów, bezwzględna demokracja przedmiotów, wszystkie istnieją tak samo, ale nie istnieją jednakowo (człowiek istnieje w świecie jak wszystko inne choć, rzecz jasna, inaczej niż budynek Szkoły, chmura czy laptop. Chmura zasługuje na taka samą uwagę i szacunek co człowiek). Aktorów/aktantów wiążą translacje, ciągi powiązań i pośrednictw, wszystko może być spokrewnione z wszystkim innym. Pośrednictwa odgrywają role mediatorów, najczęściej opornych. Siłę aktorów/aktantów określają sojusze, jakie zawierają, czasem na długo, czasem na chwilę. Sojusze, budując sieć powiązań, są niczym pas transmisyjny wpływów, jaki mają na innych uczestników rzeczywistości. Transmisja w każdej chwili może się zawiesić, wpływ znika. Brak tu centralnego punktu, sieć nie ma wewnętrznej istoty a idealizm gdzieś wyparował.

pracownia prób Sądu Ostatecznego

Moja socjalizacja szkoły weszła w fazę strzelistą: Teraz z Marcinem będziemy pracować nad staroświeckim tematem przedstawienia wiary w ostateczną sprawiedliwość, którą wymierza Stwórca. W przełożeniu na „gramatykę” szkoły, z jej dyrektorem, systemem ocen no i kupą fikcji, które stają się wyraźne wizualnie. Trzeba będzie pożenić zabawę z apokaliptyką.

Scena dla animacji rachityków, zrobionych z kabla pięciożyłowego, wyrastającego z butów, przeistoczyła się w salę Prób Sądu Ostatecznego.

(…) robota stanęła, potrzebuję więcej kabla pięciożyłowego. Pan Kazimierz (senior): „nie ma takiej opcji, najpierw zlecenie, później zgoda dyrektora, później księgowa, ale kasa jest pusta, nie ma takiej opcji”. Po tygodniu pan Kazimierz (senior) przytachał opcję: 100 metrów bieżących kabla.

(…) medialność (w znaczeniu użytych sposobów i technik) nie jest specjalnie wyszukana, środki są zwyczajne. W zasadzie nie nastawione na końcowy efekt lecz na efektywność procesu. Inaczej mówiąc, środki, techniki, procedery były i są dobierane praktycznie, ze względu na to, czy „wykonują swoją pracę, czy nie”.

sala matury

Stymulacja idzie po linii oporu, a nie po linii „rozumiem/nie rozumiem”, ani tym bardziej „podoba mi się/nie podoba”. To, co niezrozumiałe nie jest wpisane w bezpieczną sieć zależności, to motor działania.

Interesują mnie grupy bohaterów, grupy idei oraz zgrupowanie operacji. Poza tym, pracując dzień w dzień z bardzo charakterystyczną materią, w bardzo charakterystycznej sytuacji, trafiam na sporo stymulacji i ta ich mnogość najzwyczajniej nakazuje odpuścić sobie indywidualne identyfikacje. Styl jakoś się ulatnia, sygnatura też…

Chodzi raczej o systematyczną, miarową współpracę z materiałem świata, szczególnie tym, który jest pod ręką, tuż obok, wraz dopuszczaniem niespodzianek wynikających choćby z „humorzastości rzeczy/materiału świata”

„Zauważyliście pewnie, że spuszczony ze smyczy pies myśliwski nie biegnie prosto, ale z nosem przy ziemi kluczy to w jedną stronę, to w drugą stronę. Tropicielem jest Duch Święty. Przychodzi – nie wiesz skąd, i ulatuje – nie wiesz dokąd”. Te słowa poety, księdza Jakuba Demla, sugerują sposoby działania.

(…) Obecnie, dla potrzeb informacyjnych, do Szkoły została przyklejona etykieta „instalacji interaktywnej”. Z kolei, strażak sprawdzający „drożność dróg ewakuacyjnych” widzów na okoliczność jakiegokolwiek zagrożenia, spytał mnie, gdzie na tym piętrze odbędzie się ten spektakl.
Pejzażu wewnętrznego szkoły nie ugryziemy – pozostaje podążać za własnym pejzażem. Nauczyciel we mnie perswaduje uczniowi, którym nadal jestem: szukaj spójności, walcz o jedność formy i treści, nowoczesność jej potrzebuje. Patrzę na tego siwego i myślę: wal się z tą swoją jednością, spójnością, z tym zramolałym postulatem koherencji. Za oknem kończą się matury.
Posłowie Wojciecha Sztaby
Na końcu korytarza stoi ludzik przed wielkim, jak na jego wzrost, lustrem, za nim las zrobiony z gałęzi, przed nim, z boku, otwarte drzwi do pracowni prób sądu ostatecznego. Czy właśnie z niej wyszedł, czy dopiero wejdzie? Czy to ostatnia przymiarka w garderobie, przygotowanie do próby? Paru przedstawicieli jego “rodziny” bierze już udział w apokaliptycznym korowodzie, kilku padło i leży na podłodze, paru powieszono. Spotkamy ich też w pracowni historii i religii po drugiej stronie korytarza, gdzie występują w roli treserów czy zaklinaczy wielkich, żółto świecących żarówek. Szkoła Utopii to kolejna wieloczęściowa, wielogatunkowa kompozycja Marka Chlandy, zbudowana z rysunków, figur, obiektów, tekstów, dźwięków i filmów, związana ściśle z miejscem, czerpiąca z niego tematy i energię, rozwijająca się, zmieniająca swą postać w czasie – ani wystawa, ani instalacja, tylko coś, co można by najbliżej określić jako teatr stacyjny, forma stosowana w średniowiecznych misteriach. Ludziki należą do trupy “aktorów” w inscenizacjach Chlandy, obok nich grają tu powtarzające się znaki-motywy, jak obrazy mózgu, linia Wisły, meandry, labirynty, czy zmięty papier odegrany przez głównego aktora, przez sam “Rysunek” występujący w wielu rolach: jako nośnik znaczeń, wydarzenie, działanie, pars pro toto, hipostaza sztuki. W Szkole Utopii dołączyły do trupy postacie bez głowy, ukształtowane z plastikowych worków. Każda z sal szkoły to kolejny akt stacyjnego spektaklu, po którym widz-wędrowiec przechadza się jak po ogrodzie, po pokojach pałacu, jak po budynku dawnej ars memoriae, w którym rozlokowano rzeczy ważne do zapamiętania. Sam wybiera kolejność oglądania scen, sam musi odnaleźć zawarte w nich opowieści, nie zapominając, że są to obrazy, zbudowane z formy i emocji, zmieniające się wraz z punktem widzenia. Stara szkolna metoda, belferska, może być w tej wędrówce znowu przydatna: opowiedzieć to, co się widzi, co się czyta, jeszcze raz, własnymi słowami.

© 2020 lab-kopernika. All rights reserved.